Nowy rok. Czas podsumowań, zmian i noworocznych postanowień w pełni. Niektórzy stawiają sobie jakiś cel do zrealizowania w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy, niektórzy całą listę… Jedni chcą rzucić jakieś nawyki typu jaranie, wpierdalanie czy chlanie, inni stawiają sobie konkretny obiekt, który chcą osiągnąć/zdobyć/zaliczyć.


Ale cofnijmy się trochę w czasie, do ostatnich dni roku.
       
       W każdą imprezę sylwestrową przed fajerwerkami (lub niedługo po, jeśli jeszcze jestem w stanie) zastanawiam się co w ostatnim roku udało mi się osiągnąć, jaki byłem…
       Kiedy robiłem za Mikołaja, jednym z zadawanych przeze mnie dzieciakom pytań było „Czy byłeś/aś grzeczny/a”. Z przykrością stwierdzam, iż zdecydowana większość tych bachorów odpowiadało bez zastanowienia. Nie chodzi o to, czy padała odpowiedź „tak” czy „nie wiem”. Ważne, że widać było jak kłamią skajpowe oko mikołajowej kamery. Mało kto przyznał się, że może faktycznie nie było tak dobrze. Po chwili rozmyślania dowiadywałem się o bójkach z rodzeństwem, przeszkadzaniu na lekcjach czy niesłuchaniu rodziców. O dziwo na refleksję pozwalały sobie tylko te dzieci, które nie chciały nic szczególnego… ot piłkę, klocki, misia czy wspominaną w poprzednim poście „ciukcię”. Nie dostrzegłem za to ani chwili zwątpienia na twarzach tych pustych nastolatek pragnących „wszystkie kolory vansów” czy „tableta” lub „ajfona”.
„Pewnie Mikołaju!”, „Całe życie Mikołaju” powtarzały lemingi odwracając wzrok (czyżby oczekiwały, że nagle spadną im z nieba te szpanerskie gadżety?).
Swoją drogą po jasny chuj pięcioletniemu dziecku iPad czy trzynastolatce cała szafa kolorowych trampków? „Bo inni mają”?! „Bo to takie fajne”?! Pewnie tylko po to, żeby się dowartościować. Gdzie byli rodzice ja się pytam? I dokąd zmierza ten świat?
       Dobra. Na razie zostawmy drogie, nowoczesne zachcianki lemingów a skupmy się na temacie.
„Czy byłem dobry?” – zadałem sobie pytanie. „Czy ja kurwa byłem dobry?” Powtórzyłem na głos niczym uczeń przy odpowiedzi grający na czas, by opóźnić zbliżającą się jedynkę w dzienniku.
Nie znam odpowiedzi. Staram się szybko odnaleźć jakieś miłe wspomnienia, gdzie może ktoś pochwalił mój wysiłek, dzieło, czy chuj wi co.
Pustka.
W tym samym czasie zbierają mi się wspomnienia z sytuacji, gdy pomimo braku powodu popełniałem wiele (by nie nadużywać brzydkich słów) „złych uczynków”. Może nie tak wiele… Ale w stosunku do zerowej ilości tych dobrych to można było się przestraszyć.
       Teraz szybki przegląd tego co udało mi się osiągnąć:
W reszcie spotkałem się z ludźmi, z którymi od lat znam się jedynie przez internet, zorganizowałem (mam nadzieję całkiem fajny) wyjazd ze znajomymi nad morze, poznałem dziesiątki nowych osób i z niektórymi mam nawet stały kontakt, zacząłem podróżowanie stopem, powoli ruszam z miejsca z kolejnymi pomysłami, w tym – jak widzicie – powoli rozkręcam bloga.
       Tyle przychodzi mi do głowy na tę chwilę… Wiem, że dla większości z Was to tylko pierdoły… W sumie… w porównaniu z poprzednim rokiem, to też to kiepsko wygląda =P
Ale nie jest źle. Zawsze mogło być gorzej więc nie narzekam.
Teraz trzeba się starać, żeby to 2013 był tym najlepszym w życiu.
Przypilnujcie mnie, to za rok będziemy mogli dopisać, że prowadzę bloga.
A Wy byliście grzeczni? Jak Wam jak idzie z postanowieniami? Macie jakieś?
Szczęśliwego Nowego Roku.
Pozdro.
Johny_tfk =]