Tak się czuję.

      Nie lubię kupować ciuchów. Wolę kupić raz parę fajnych łaszków i chodzić w nich przez wiele lat niż zawalać sobie głowę i szafę różnorodnym odzieniem. Nie ukrywam, ludzie mogą mnie brać za wieśniaka bo ciągle chodzę w tych samych portkach, bluzie i kurtce. Co z tego, że zakładam je tylko, gdy wychodzę i piorę co parę dni. I tak znajdzie się ktoś, kto mi będzie wytykał, że jestem fleja. Ale ja nie o tym.
Skupmy się na moim „imidżu”.
      Od lat chodzę w jednej i tej samej bluzie w paski i pseudo skórzanej kurtce (ale to w zimę). Towarzyszą mi od tak dawna, że zdarzało mi się, iż ktoś znajomy zatrzymywał się samochodem żeby mnie zgarnąć bo widział pasiasty kaptur zarzucony na łeb. Ale to taka nieistotna ciekawostka. Lećmy dalej.
Pomimo faktu zakupienia obu okryć za czasów gimnazjum, na miejskim bazarze, były nadzwyczaj wygodne (w podróżach wystarczyły mi w zupełności) i wytrzymałe.
Niestety kurtka w ostatnich latach zaczęła się poddawać.
I oto dochodzimy do tematu tego postu… Kurtkę trzeba było zmienić.
Stara kurtka się poddała…

      Święta, święta i po świętach rodzice dostają bon do wykorzystania w sklepie sportowym.
Cała rodzina od dłuższego czasu narzekała na stan i odporność na zimę mojej jesiennej kurtałki, więc oto gdy pojawiła się okazja postanowili sprezentować mi nowe odzienie.
      Poszliśmy do sklepu… a ponieważ nie lubię zakupów, to przegrzebałem szybko wieszaki i znalazłem. „Kurtka snowboardowa męska.”
Kolorowa, ciepła, ilość oraz wielkość kieszeni bez problemu pozwala na podjęcie „No Baggage Challenge” i spokojnie mieści mój standardowy zestaw: słuchawki, 3 piwa i niemałe czipsiki.
Ogólnie bardzo mi się podoba w przeciwieństwie do wszystkich poprzednich moich zimowych okryć wierzchnich.
Ale… Nie ma rzeczy idealnych. Jak wszystko inne, kurtka posiada wady i zalety.
Szczególnie w oczy rzuciły mi się dwie mniejsze i jedna większa, która spędza mi sen z powiek.
Te mniej uciążliwe to fakt iż nosząc arafatkę nie da się zasunąć dobrze pod szyją oraz półlitrowe „napoje” w butelkach szklanych nie mieszczą się całe tak by zasunąć kieszonkę.
Trudno. Jednak najgorsze przed nami. Panie i Panowie, przed Państwem… KAPTUR!
W porównaniu z normalnym kapturem…

      Nie wiem pod wpływem czego lub w którym zoo znajdował się projektant tego, być może modnego dzieła… ale moim zdaniem zjebał po całości.
      Kaptur jest wysoki i wąski – w przeciwieństwie do wszystkich innych jakie do tej pory miałem na mojej pustej. Nijak nie chroni od wiatru. Kaptur mojej bluzy (normalny, nie jakiś przerośnięty) wystaje spod tego kurtkowego co najmniej na 2 cm. Beznadzieja. Piździ po łbie nawet przy lekkim wietrze a podczas gdy zapominam czapki to uszy, z zimna chowają mi się pod pachę.
Na chuj komu taki kaptur? „Kurtka snowboardowa”… może, żeby kask zmieścić?! No chyba taki:
Bo zwykły na szerokość by się nie zmieścił. Zresztą kto jeździ z kapturem na głowie? Nie widziałem.
Może jako spadochron?
Może to krój dla kobiet o bujnych fryzurach czy coś w tym stylu… Nie wiem…
      Zastanówmy się… O! „Regulowany kaptur ”. Ciągnę za sznurek i mam jeszcze większego chuja na głowie (muszę poszukać takiego czegoś poniżej pasa). Sznurki od szerokości oczywiście też bezużyteczne… Ehhh…
Po próbie dopasowania do głowy…

      I tu pojawia się moje pytanie… Czy ktoś zna powód dziwnego wyglądu tego nieszczęsnego kaptura? Może ja jestem zbyt ciemny i niepotrzebnie się czepiam?! Może to jakiś innowacyjny projekt mający na celu poprawić aerodynamikę lub wykarmić dzieci w Afryce? Proszę… niech ktoś będzie łaskawy mnie oświecić, poinstruować bym nie miał wyrzutów sumienia po tym zakupie. Może jakiś przedstawiciel firmy, która wypuściła to nieszczęście na rynek mnie nawróci… HELP! 
I tak rozmyślając i wyklinając doszedłem do wniosku, że może jednej osobie by nawet pasował…

Liczę na waszą pomoc w komentarzach.
Kurtka snowboardowa męska…

Ja pierdolę KURWA. -.-

Pozdro.
Johny_tfk