Podczas przeglądania sieci, rozmów ze znajomymi czy obserwowania różnych wydarzeń dochodzę powoli do wniosku że na przestrzeni ostatnich kilku lat zaczynamy coraz mniej się starać a coraz bardziej iść na łatwiznę i szukać wszędzie pomocy.

       W szkole uczymy się tego, że nie trzeba się uczyć. Że wystarczy kombinować a jakoś to będzie – przepchną nas. Z jednej strony przygotowuje to do tej ciemnej strony dorosłego życia, gdzie trzeba się nakombinować, żeby pani Halinka z okienka nie pogrzebała naszych planów na otworzenie działalności i legalne zarabianie pieniędzy. Nie wiem jednak czy ze szkoły nie powinniśmy wynieść trochę podstawowej wiedzy. 
       Osobiście uważam, że nie powinienem zdać matury ponieważ nie uczyłem się nic.
Nie mam pojęcia o historii… wiem, że były wojny ale nie wiem kiedy, Chemia? Znam wzór chemiczny kwarcu bo taki był ostatnio viral. Matematyka? Jakieś dziwne znaczki. Znam jednak podstawowe prawa fizyki a raczej potrafię nie spierdolić czegoś jednym ruchem jak niektórzy moi znajomi czy ludzie z kompilacji wypadków w internecie. Wiem, że zjeżdżanie w miednicy po schodach może skończyć się utratą uzębienia i nie musiałem tego wcześniej obliczyć ze wzoru ani zobaczyć na oczy.
       Nie chodzi tylko o fizykę… Też o inne podstawowe rzeczy. Polski? Zawsze miałem 2 z dyktand, gramatyki, interpunkcji itp. Ale staram się pisać poprawnie, czasami wspomagać się internetem i wciąż się uczę. Próbuję się posługiwać poprawną polszczyzną bo szlag mnie trafia gdy nauczyciel od elektroniki gdzie co chwilę trzeba coś włĄczyć lub przełĄczyć mówi włanczać albo przełanczać.
„Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”. Będziemy tak akceptować kolejne błędy językowe dopóki nasz język nie powróci do stanu z epoki kamienia łupanego?
Dlaczego ucząc się programowania mamy w pierwszym semestrze zajęcia z pisania programów a w drugim dopiero algorytmy? Gdzie sens, gdzie logika?
To nie tyczy się tylko nauki w szkole. Widzieliście ten filmik?
Czemu Pani myśli, że Jej się należy? Zasłużyła? Czy tak została nauczona?!
       Samochodem jeżdżę gdzieś od 16 roku życia i uważam, że nie jest źle. Nie zdałem prawa jazdy ponieważ zostałem nauczony jeździć inaczej. Stawanie na zielonej strzałce, zajmowanie prawego skrajnego pasa po skręcaniu z lewego… No cóż, za głupi na to jestem. O dziwo potrafię przejechać z punktu A do punktu B, zaparkować, zawrócić itp nie robiąc nikomu ani niczemu krzywdy. Znam osoby, które posiadając prawo jazdy nie potrafią wykręcić w otwartej bramie…
A akcja z wyrwanymi drzwiami?
Z tego co słyszałem wina spadła na kierowcę autobusu. Czego nas to nauczyło? Jak jesteś znany to możesz nie patrzeć czy powodujesz niebezpieczeństwo. „It’s all about the shot”. 
(ciekaw jestem co by było gdyby w ten sposób zabił rozpędzonego motocyklistę)
Gdy nam się coś nie podoba trzeba to wykląć, pobić, zniszczyć a najlepiej spalić.
Jebać lewackie budki strażników przy ambasadzie!
       Klaskanie po wylądowaniu, wandalizm, wygwizdywanie własnych piłkarzy, hejtowanie w internecie, politycy, skarpetki do sandałów, wojny klubów, ZUS, nacjonaliści, księża pedofile, nowe polskie komedie… Mógłbym tak wymieniać odmiany głupoty bez końca… tylko po co? Czy przybędzie od tego komuś rozumu?