Sobota to u mnie i pewnie w wielu innych domach dzień porządków. Dziwnym trafem, po zrobieniu porządków w domu wziąłem się za porządki w komputerze i moich serwisach społecznościowych. Po posprzątaniu pulpitu, odinstalowaniu zbędnych rzeczy i przegrzebaniu gigabajtów zawalonego dysku, postanowiłem wypalić stare projekty na płyty… Płyt miałem mało więc szybko w napędzie wylądował Mozart a ja przeniosłem się na konta w internetach.

       Przede wszystkim chciałem ogarnąć Twittera bo strasznie go zaniedbałem. Naustawiałem się w różnych połączeniach – Instagramy, Jutuby, Fejsbuki… Złapałem się na tym, że próbowałem wyłączyć jakieś konkretne powiadomienia na FB i odłączyć udostępnianie danych moich znajomych konkretnym aplikacjom… Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że tak właściwie to po co ja się tym przejmuję… Przecież większość osób tak naprawdę w dupie ma co znajdzie się na ich wall’u, komu udostępnią swoje dane.
       Dzień w dzień przez fejsa przelewają mi się setki tysięcy totalnych pierdół, często spamu, który atakuje nas wszystkich bo ktoś kliknął jakiś lewy link. Mam znajomych, którzy cyklicznie dają się nabrać na jakieś gówna typu:
Na imprezie pokazała wszystkim… (zobacz więcej)”. 

No kto by się kurwa spodziewał, że to nie jest zwykły link! (BTW Gdy to piszę znajoma wrzuciła stronę, która „otrzyma następujące informacje: Twoje: Twój profil publiczny, listy znajomych, niestandardowych list znajomych, Aktualności, związków, zainteresowań dot. związków, urodzin, aktualnego miejsca zamieszkania, zdjęć i filmów i aktualnych miejsc zamieszkania, zdjęć i filmów Twoich znajomych.”- ale akurat tę stronępolecam Wam wszystkim.)

       Pośród ataków z zewnętrznych stron, słodkich kotków, zaproszeń do gier, aplikacji, głosowań, durnych filmów czy innego spamu ciężko jest wychwycić cokolwiek wartościowego. Dawniej poznawałem nowe zespoły, ciekawe blogi, wiadomości ze świata, użyteczne ciekawostki… Teraz dowiaduję się najwyżej, że śnieg pada albo ktoś jest smutny (są teraz takie statusy, że nie trzeba nawet pisać tylko się wybiera co się robi/jak się czuje).
Ludzie chyba lubią się zniżać do takiego poziomu. Mój kot na drabinie ma więcej lajków niż wszystkie posty z bloga razem wzięte a coś co jest moim zdaniem bardziej wartościowe (jak np. krótka historia piosenki „Torn”, którą znalazłem… albo to, że nauczyłem się czegoś nowego, co może mi się kiedyś przyda…) zainteresowanie ma minimalne. 
Do czego to zmierza?
Przypomina mi się poprzedni post.
Mam dość.
Zmieniam płytę…
Vivaldi.